Posynodalne rozważania

25 października 2014

177381_bigJeszcze kilka lat temu zakładałem, że jeśli komuniści obejmą władzę w Polsce, losy katechezy w szkole będą policzone. Myliłem się. Nawet gdyby ludzie tego pokroju przejęli władzę, raczej staraliby się utrzymać obecny stan rzeczy, by winę za swą nieudolność móc zwalić Kościół. Katolicy w naszym kraju to swoiści chłopcy do bicia, bo może kilku coś powie i zaprotestuje, ale większość nawet się nie skrzywi, bo nie myśli o sobie jako o Kościele, ale o NICH jako o Kościele. Zatem spokojnie można nas oskarżyć o wszystko, nie wyłączając odpowiedzialności za mityczny efektu cieplarnianego.

Ostatni synod biskupów w Rzymie, uświadomił mi, że nie szeroko pojęta lewica stanowi zagrożenie, bo  co najwyżej może zabić nasze ciało (por. Mt 10, 28), ale zdecydowanie większe niebezpieczeństwo grozi nam ze strony tych, którzy powołani zostali do tego, by strzec wiary katolickiej, a przez głoszenie błędnych nauk mogą kogoś sprowadzić na złą drogę. Jeśli wsłuchać się w to, co głoszą niektórzy z zaproszonych do Stolicy Piotrowej hierarchów, to jest się czego obawiać.

Czymś niepojętym jest fakt, że biskupi katoliccy zastanawiają się nad oceną moralną rozwodów czy statusem prawnym par żyjących w związkach jednopłciowych. Tradycyjne nauczanie Kościoła w oparciu o Objawienie Boże, jest w tym względzie jednoznaczne. Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich. Podobne błędy słyszałem z ust różnych byłych katolików, ale nie pasterzy Kościoła. Jeśli (co nie daj Bożę) owe błędy zostałyby w przyszłości zaakceptowane, co wypaczyłoby nauczanie Kościoła, mogłoby się okazać, że muszę porzucić zawód katechety, by uniknąć okłamywania młodych ludzi nazywając dobrym to, co w rzeczywistości jest grzechem ciężkim. Szokujące, że dożyliśmy czasów, gdy w samym Kościele działają ludzie, którzy przez swoje nauczanie wprowadzają katolików. Zasadnym jest pytanie, kogo mają słuchać i komu mają ufać wierni powierzeni opiece tych biskupów.

Trudno dziś szeregowemu katolikowi w gąszczu poglądów i medialnych manipulacji, trzymać się nauki Ewangelii. Co wtedy robić? Stosowną radę można znaleźć w nauczaniu świętych. Dzięki mojemu spowiednikowi, wpadła mi w ręce niepozorna książeczka, która zawiera wiele cennych wskazówek. Autorem jest św. Wincenty z Lerynu, a dzieło nosi tytuł: „W obronie wiary katolickiej przeciw bezbożnym nowościom wszystkich odszczepieńców”. Czytamy w nim:

„Więc cóż ma uczynić chrześcijanin – katolik, jeśli jakaś cząsteczka Kościoła oderwie się od wspólności powszechnej wiary? Nic innego, jeno przełoży zdrowie całego ciała nad członek zakaźny i zepsuty. A jak ma postąpić, jeśliby jakaś nowa zaraza już nie cząstkę tylko, lecz cały naraz Kościół usiłowała zakazić? Wtedy całym sercem przylgnąć winien do starożytności: tej już chyba żadna nowość nie zdoła podstępnie podejść”

Niepokojący jest fakt, że wielu katolików odrzuca to, co stare, jakby wierzyli w bajki o wiekach ciemnych. Z drugiej strony, nie brakuje i takich, którzy potępiają wszystko to, co uchodzi za nowe. Pomocnym kryterium, które pomaga nam rozeznać się w  zawiłościach pewnych idei, jest ewangeliczna zasada, że poznamy coś po owocach (por. Mt 7, 15-20). Nawet w Polsce widać pustoszejące kościoły, czy wzrost liczby osób, które nie korzystają z dobrodziejstwa życia sakramentalnego. To może znamionować zmiany w mentalności ludzi, ale również może być sygnałem tego, że Kościół (w tym i ja) popełnia jakieś błędy w duszpasterstwie, albo nie wyrobił w sobie odpowiednich metod Ewangelizacyjnych, skierowanych na współczesnego człowieka.

Osobiście coraz bardziej utożsamiam się z tym, co stare choć wiele się muszę jeszcze nauczyć. Szukam w tym co stare, nie dlatego, że lubię folklor lub chcę „szpanować” w towarzystwie. Myślę, że głównym motywem jest język. Oczywiście nie chodzi o ten trudny do okiełznania organ (por. Jk 3, 1-12), co raczej o język jakim posługiwał się Kościół. Jeśli porówna się teksty kazań dawniejszych i współczesnych, widać od razu, że łatwiej się wyznać w tym co katolickie, a tym co zaprzecza naszej wierze. Nie da się powiedzieć czegoś sensownego i żyć w zgodzie ze wszystkimi. Na pewno łatwiej się wyznać co jest dobre, a co złe gdy nazwiemy coś herezją, a nie alternatywną wersją chrześcijaństwa lub grzechem, a nie dobrem inaczej. Biskupi i kapłani są kimś w rodzaju przewodników. Obowiązkiem przewodnika jest wskazywanie jednej drogi, a przestrzeganie przed wyborem tych, które prowadzą w przepaść. Niechaj dobry Bóg sprawi, by nie zabrakło nam pasterzy wiernych w nauczaniu i prowadzeniu do domu Ojca. Jednak my nie możemy zostać bezczynni. Modlitwa i post to broń  Kościoła (por. Mt 17, , a zatem do dzieła.