Dziękuję kapłanom

26 września 2018

Polecam film „Patriota” z Melem Gibsonem. Choć to dość typowa produkcja amerykańska, to akurat w tym przypadku opowiada o prawdziwej postaci Benjamina Martina z czasów walki o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Pomijam cały amerykański patos, polityczną poprawność i sporą dawkę absurdów. Chciałbym jednak nawiązać do jednej sceny, gdy główny bohater wraz ze swymi dwoma synami, próbuje odbić najstarszego syna, którego grupa brytyjskich żołnierzy, prowadzi na egzekucję. Główny bohater przygotowuje zasadzkę wraz z dwoma młodszymi braćmi pojmanego. Dzieciaki mają może jakieś 9 czy 10 lat. Ojciec daje im wskazówkę, by w pierwszej kolejności strzelali do oficerów. W tamtych czasach rzeczywiście oficer dowodził, a jego brak powodował popłoch w szeregach zwykłych żołnierzy. Fragment ten znajduje się poniżej we wpisie.

Dlaczego o tym piszę. Skojarzyło mi się to w chwili, gdy kolejny raz ktoś próbuje opluć i zohydzić w naszych oczach kapłanów. Na ekranach kin zagościł film „Kler”, który ma tyle wspólnego z prawdziwym obrazem duchowieństwa, co konferencje Jerzego Urbana za komuny z prawdą. Tu oczywiście nie chodzi o prawdę, tylko o podważenie naszego zaufania do naszych duszpasterzy. Wspomina o tym także Chrystus:

„Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada”(Mt 26, 31b)

Z uczciwości wspomnę, że nie widziałem tego filmu. Opinię swą opieram na zwiastunie i na wypowiedziach samego reżysera na temat Kościoła Katolickiego. Zwiastun jest zwyczajnie wulgarny i prostacki, a mądrości Smarzowskiego to jakieś piramidy absurdu. Skoro nie widziałem, dlaczego mój sprzeciw? Bo byłem w zakonie i znam wielu duchownych i zwyczajnie wiem, że to jakieś bzdury. Pamiętam jak w seminarium, do naszego klasztoru przyjechała ekipa telewizyjna z planem nakręcenia filmu dokumentalnego. Czy miał on jakieś odniesienie do realnego życia braci? Oczywiście, że nie. To była próba ukazania zakonników zgodnie z wyobrażeniem reżysera owego dokumentu. Ekipa filmowców zasłaniała nawet okna na korytarzach, by było mroczniej. W podobnym kluczu swe dzieło tworzył Smarzowski. Jakie rzeczy chciał odreagować i za co nienawidzi tak księży, nie mam pojęcia.

Żyjemy w wolnym kraju i każdy może zrobić i mówić co chce. Dziwnym trafem, wielu pragnie zaistnieć posługując się skandalem lub obrażając tych, którzy mu nie oddadzą. Nie starczy tym „artystom” odwagi, by obrazić tych, którzy mogą ich realnie skrzywdzić lub puścić z torbami. Zatem nie znajdziesz w ich gronie odważnego Nergala, który podarłby na koncercie Koran w języku arabskim, czy zdjęcie Rabina. To katolicy stanowią łatwy cel. Czy ów nieprawdziwy obraz duchowieństwa obraża moje uczucia religijne? Naturalnie, że tak. Mogę oczywiście zwrócić się do sądu, że to obraza uczuć religijnych, ale zaufać naszym sędziom, że to uszanują to… Zostawię to bez komentarza.

Wspomniałem wcześniej, że jestem za wolnością wyrażania opinii. I tak, Smarzowski ma prawo zrobić coś tak słabego i prostackiego, bo to w sumie jego kariera stoi pod znakiem zapytania. Kościół, był jest i będzie, a duchowni wybrali tę drogę nie dla słupków popularności. Gdyby zależało im na sympatii społecznej, lepiej byłoby im zostać strażakami, którzy stale są w czołówce profesji o największym zaufaniu społecznym.

Nie twierdzę też, że wśród duchownych nie ma postaci negatywnych. Pewnie, że są, podobnie jak wśród młodzieży, są tacy, którzy niszczą opinię rówieśnikom, ale z kontaktów z młodymi ludźmi wiem, że to margines przy dominującej rzeszy ludzi dobrych i uczciwych. Czy jeśli jakiś lekarz czy nauczyciel weźmie w łapę sprawi, że ludzi przestają chodzić do szpitali i zabierają swoje dzieci ze szkół? Oczywiście, że nie.

Co zatem mogę zrobić ja, zwykły mało istotny katolik? Po pierwsze świadczyć o tym jak jest, mówić do tych, którzy dali się oszukać filmowej wersji Kościoła, że rzeczywistość jest inna. Mogę także zbojkotować ten film i wszystkie inne dzieła tego Pana, aktorów tam grających i usługi firm, które wspierały tworzenie tego czegoś. Cóż, to niewiele, jeśli będę sam, ale gdyby katolicy (których ponoć jest u nas większość) byli bardziej solidarni, postąpiliby podobnie, nie powstałbym kolejny gniot w stylu „Kleru”, a każdy aktor, który przecież żyje z tego, że go oglądamy zastanowiłby się kilka razy, czy wziąć w czymś podobnym. Sądy nie mają sensu, bo raz, że sędziowie i ich orzekanie jest wielką niewiadomą (nie liczy się prawo, ale jego interpretacja i przypuszczenia składu sędziowskiego), a po drugie twórcy mieliby darmową reklamę na nasz koszt. Lepszym rozwiązaniem jest cichy, ale bardzo bolesny bojkot ekonomiczny.  Warto przypomnieć tu kampanię firmy Empik przed Bożym Narodzeniem, gdzie w spotach reklamowych miał wystąpić wspomniany Nergal i pewna dumna z zamordowania swego nienarodzonego dziecka satyryczka. Nie doszło do tego, ponieważ katolicy uprzedzili ten zamiar i ogłosili (mimo blokowania przez środowiska liberalno-lewicowe) na portalach społecznościowych bojkot na korzystanie z usług tej sieci. Niestety, niektórzy rozumieją tylko język zysków i strat. Empik, którego logo widnieje m.in. na plakacie tego filmu, jako sponsora, widać niczego się nie nauczył. Choć uznaję wielkość aktorską m.in. Janusza Gajosa, to jednak jestem w stanie zrezygnować z płacenia i oglądania jego twórczości. Dopóki nie usłyszę publicznych przeprosin za wulgarny atak pod moim adresem (jestem częścią Kościoła), bojkotuję aktorów, reżysera czy sponsorów tego filmu.