Klauzula na milczenie

13 czerwca 2014

DSC_8474Zamieszanie wywołane wokół lekarzy, którzy wierzą w Chrystusa, przekonuje mnie, że ateiści o wiele bardziej interesują się tym, kto i co powiedział w Kościele, niż ludzie wierzący. Gdyby nie krzyki, wyszydzenie i epitety rzucane pod adresem lekarzy, którzy przyznali się publicznie do swojej wiary, to większość społeczeństwa nie słyszałoby o tej sytuacji. Nie dziwi mnie atak środowisk negatywnie ustosunkowanych do katolików, ale to, że ich świadectwo krytykują niektórzy katoliccy publicyści lub duchowni, trochę mnie dziwi.

Kiedyś duchowni byliby szczęśliwi, gdyby świeccy wykazali taką inicjatywę. Dziś często ich pomysły są krytykowane przez tych, którzy powinni być przewodnikami i duszpasterzami. To zły znak na przyszłość. Zdaję sobie sprawę, że media zapraszają stale tych samych księży, bo wiedzą, że mają zbieżne opinie. Presja wywierana na katolikach jest coraz większa. Możemy wyrażać nasze opinie całkiem swobodnie, pod warunkiem, że odpowiadają one opinii tych, którzy kreują pewne sądy. Oni mają prawo do nieomylności, my nie mamy prawa do pewności. Atakując lekarzy, którzy kierując się swoją wiedzą medyczną, ratują KAŻDE życie, czyni się z nich przestępców.

Już od wielu lat tłumaczę moim uczniom, że nadejdą czasy, gdy katolicy będą piętnowani i wykluczani za to, w Kogo i  Komu wierzą. Moje przepowiednie spełniły się szybciej niż myślałem. Szczególnie dotyczy to tych młodych, którzy marzą o wykonywaniu zawodów medycznych. To pierwsza grupa atakowana po duchownych. Nie jest to przypadek, bo grupa bez przewodnika pójdzie w rozsypkę, a lekarze stanowili zawsze grupę obdarzoną szczególnym zaufaniem. Niestety wśród innych grup tzw. inteligencji, dokonano wcześniej ogromnego spustoszenia, a pozostałych nie rozliczono z przeszłością. Groteskowo w tym kontekście brzmią słowa lidera lewicy p. Millera, który odgraża się p. Kamińskiemu i twierdzi, że będzie wspierał każdą komisję, która weźmie sobie na cel polityka PiS. Jednocześnie krzyczy i rozdziera szaty i miota się niczym szatan w zetknięciu z wodą święconą, gdy ktoś z drugiej strony, wspomni słowa „rozliczenie” czy „lustracja”.

Teraz będą głoszone hasła o katodoktorach, którzy mają krew niewinnych na rękach. Głosić te oskarżenia będą ludzie, którzy uważają, że lekarz mordujący dziecko nienarodzone nurza swe dłonie w balsamie pielęgnacyjnym. Ataki te nie odnoszą zamierzonych skutków, gdyż pojawiła się grupa prawników (ponad sześciuset), którzy podpisali analogiczną petycję. Ciekawe o co tych oskarżą? Może o skazanie Galileusza… Dziwne, że katolik musi się godzić na to, że idzie do lekarza, który dopuszcza zabicie dziecka w łonie matki, polityka, który wygaduje o katolikach brednie w stylu Janusza ruchliwego. Ktoś powie, że może zmienić lekarza lub nie słuchać polityków. To proste rozwiązanie dla obu stron. Lekarzy jest wielu i jeśli idę do konkretnego, to idę do fachowca. Jeśli nie podoba mi się jego podejście do kwestii życia i prawa do niego, to mogę zmienić gabinet. Nic prostszego, bo ci wierzący się przecież zdeklarowali i można ich unikać. Niech zatem drudzy określą się, że wykonują wszystkie zabiegi i sprawa jest jasna. Nie wiem ilu jest ginekologów, polityków czy prawników w Bytomiu, ale na pewno nie są to profesje zmonopolizowane i ograniczone do jednej osoby na stutysięczne miasto.

Nie przeszkadza mi fakt, że katolicy nie wstydzą się swojej wiary i cieszyłbym się, gdyby i inni przyznać się do Chrystusa i woli kroczenia drogą Jego nauczania. Ateistom nic do tego, przecież oni obnoszą się ze swą niewiarą z dumą. Nie powinni więc odbierać tego prawa innym. Taka postawa nazywana jest przez nich dyskryminacją. A jak już mówimy o rozliczaniu, to mówiąc do p. Millera i jego świty powiem, że popieram i popierać będę, wszystkich tych, którzy zechcą rozliczyć jego i całą tę klikę. A wszystko w myśl starej zasady, że tylko prawda jest ciekawa i ma moc nas wyzwolić.