Kaznodziejstwo to powołanie

18 stycznia 2015

DSC_0625Pośród setek kazań, tylko mała część porusza serce i skłania do refleksji nad swoim życiem. Nie jestem kaznodzieją i nie do mnie należy ocena, który z kapłanów posiada dar ich głoszenia. Jako nauczyciel, o przepraszam katecheta, który niejako zawodowo staje przed ludźmi i żyje z głoszenia słowa, mam pełną świadomość jak trudnym jest to zadaniem. Znam kapłanów, których kazania usypiają lepiej niż propofol, ale mimo tego, są świetnymi spowiednikami lub bardzo pobożnie odprawiają Mszę świętą.

Każdy jest inny i ma swój gust, a ten jak wiadomo nie podlega dyskusji. Zatem jedynie mogę podzielić się swoją refleksją nad tym zagadnieniem. Osobiście jestem zwolennikiem kazań, które pobudzają mnie do weryfikacji mojego życia i burzą mój świętoszkowaty spokój. Dzięki Bogu, mam takiego kapłana w mojej parafii, który ten rodzaj kaznodziejstwa uprawia z wielkim zamiłowaniem.

No właśnie, co do rodzajów kaznodziejstwa, to spróbujmy to jakoś usystematyzować. Wyróżniam następujące style:

  1. Anestezjolog – jego celem jest nie tyle treść, co usypianie słuchaczy. To jeden z trudniejszych sposobów przepowiadania, bo wymaga od głoszącego opanowania trudnej sztuki mówienia monotonnego, a często z pominięciem znaków przystankowych.
  2. Romantyk – miłość i kochanie odmienianie na wszelkie przypadki, to esencja jego kazań.
  3. Psycholog – ten skupia się na relacjach, odczuciach, emocjach, traumach i grzebie do tysięcznego pokolenia w tył w poszukiwaniu odpowiedzi, dlaczego ktoś nie lubi szpinaku. Mało tu Boga, ale za to obie półkule mózgowe są dobrze przeorane.
  4. Listonosz – szczęśliwy jest wtedy, kiedy są listy Episkopatu, biskupa ordynariusza lub rektora jakiejś uczelni.
  5. Medialny– lubuje się w we wszelkich nowinkach teologicznych, dogmatycznych i moralnych. Marzy o zaproszeniu do TVN-u, więc gotów jest zaprzeczyć wszystkim świętościom. Niestety ma tutaj sporą konkurencję, bo większość etatów jest już obsadzona. Jednak marzenia są po to, aby je realizować. Rotacja wśród duchownych medialnych jest spora, bo co jakiś czas, któryś z nich popada w kary kościelne.
  6. Hagiograf – trudno mówić o jego stylu, bo przez całe kazania, wspiera się cytatami świętych. Znałem pewnego kardynała, który wciąż mówił: „Jak powiedział na święty papież”, „Jak ujął to nasz święty rodak” lub „Odwołajmy się do nauczania byłego pasterza Kościoła krakowskiego, którego powołał Pan na pasterza całego Kościoła”.
  7. Tradycjonalista – to styl, którym straszono przez wiele lat studentów homiletyki, a który teraz powoli wraca na ambony. Nie liczą się tu słupki popularności, poklepywania za miłe słowa do lub pod czyimś adresem. Tu herezja, apostazja, schizma, idolatria, to wciąż grzechy, a nie alternatywne formy pobożności. To styl, w którym nie liczy się samopoczucie słuchaczy, ale ich zbawienie i wierność Chrystusowi.

Po wielu latach mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że szukam tego ostatniego kaznodziejstwa. Poruszały, zadziwiały i szokowały mnie kazania wielu duchownych, ale najbardziej do zmiany życia, skłaniają mnie kazania tradycyjne, gdzie kapłan mówi o naszej wspólnocie: „nasza święta matka Kościół”, gdzie nawet podniesie głos w świętym oburzeniu, gdzie święci to nie „lalusie”, ale heroiczni obrońcy wiary, gdzie nie istnieje coś takiego jak polityczna poprawność i dbałość, by nikogo nie urazić.

Mądrego kaznodziejstwa nie da się wyuczyć, to trzeba wymodlić. Można być słabym seminarzystom, ale Bóg i z tak słabego materiału może ulepić dobrego kaznodzieję. Tak było chociażby ze św. proboszczem z Ars. Dobre katechezy i kazania, to te, które rodziły się na modlitwie i były głoszone nie tylko dla anonimowych tłumów, ale dla osobistego nawrócenia i umocnienia.