Wyborczy marazm

12 września 2018

Wybory blisko, a przypominać o tym powinna wielka kampania wyborcza. Nie wiem jak w innych miastach, ale w Bytomiu  wygląda to dość nędznie. Dlaczego się tak upominam o kampanię? Bo wtedy padają wielkie obietnice i przedstawiane są wielkie projekty zmiany miasta. Oczywiście doskonale zdaję sobie sprawę, że co do ich realizacji, to wszystko pozostanie w sferze obietnic i czczej gadaniny. Nie znam polityka, a cóż dopiero partii, którzy spełniliby swoje wyborcze deklaracje. Polityk żyje z tego ile obieca. Jego pozycja jest wprost proporcjonalna do skali obietnic i umiejętności oczarowywania wyborców. To, że w sondażach zaufania publicznego politycy zajmują dość odległe pozycje, nie jest przypadkiem.

Od kiedy sięgam pamięcią, Bytom nie miał szczęścia do rządzących. Niektórzy tłumaczą to klątwą za zabicie dwóch księży, którą nałożono w XIV w. na mieszkańców. Chciałbym zaufać komuś, kto ma jakiś realny plan dla naszego miasta. Zawsze powtarza, że tu nie potrzeba żadnych partii, tylko grupy fachowców w zarządzaniu poszczególnymi dziedzinami. Niestety partie żerujące na pieniądzach społecznych, mają większe zaplecze finansowe i zagłuszają oddolne społeczne inicjatywy. Widziałem to na własne oczy, gdy pewien młody człowiek, próbował kandydować na prezydenta Bytomia i partia, z którą nawiązał współpracę go oszukała. Wielu ideowców nie ma szans w zetknięciu z partyjnymi trybami.

W przypadku obecnej kampanii samorządowej, co mam przykładowo myśleć o kandydacie na prezydenta, który zainwestował w bilbord, na którym napisał: „Moją pasją jest Bytom”, a na napis Bytom składają się zdjęcia, gdzie kandydat pływa na skuterze wodnym, stoi na ośnieżonym górskim szczycie, wspina się na ściankę, skacze na spadochronie i stoi po pas w wodzie w stroju do nurkowania. Skoro jego pasją jest Bytom, to gdzie uprawia wymienione wyżej sporty, no może z wyjątkiem ścianki, którą mamy w Bytomiu. A jeśli te formy aktywności są jego pasją, to co to znaczy dla mieszkańców miasta? Z plakatu nie dowiemy się, co ów aktywny (za co należy mu się pochwała) pan, ma do zaproponowania, by uleczyć wiele bolączek naszego miasta. Ufam, że twórcy tej kampanii, nie chcą nam udowodnić, że ktoś kto uprawia sporty, będzie na pewno świetnym prezydentem miasta. Moje hobby nie uczyni mnie sprawnym dyrektorem szkoły, czy urzędnikiem, a może stać się formą ucieczki przed potencjalnymi niepowodzeniami, o które nietrudno, na takim urzędzie jak prezydent.

Podsumujmy. Kampanie wyborcze to czas kolorowych wizji mlekiem i miodem płynących. Lubię ten czas, bo widzę choć przez chwilę jak może wyglądać nasze państwo czy miasto. Wiele z tych propozycji brzmi całkiem sensownie, ale to tylko marzenia. Kampania pozostawia po sobie tony ulotek i plakatów oraz kaca moralnego, że kolejna ekipa rządzących nas oszukała. Chciałbym w końcu z wielu dobrych propozycji  wybrać najlepszą, a nie jak do tej pory muszę ograniczać się do wybory mniejszego zła. Trudno dziwić się tym, którzy mają dość rozczarowań i bojkotują wybory. Czy Bytom w końcu powstanie z kolan marazmu? Cóż, lat mi przybywa, ale wiary w to ubywa.