Torebka, a sprawa belgijska

24 maja 2016

Fenomen, to pierwsze skojarzenie, gdy myślę o możliwościach kobiecego umysłu. Nie ma w tym ani krzty przesady. To najszczerszy podziw pod słońcem. Szybkość jaką kobiety skaczą między tematami, potrafi przeciętnego faceta przyprawić o chorobę lokomocyjną.

Miałem ostatnio okazję przekonać się o tym w rozmowie z koleżanką z pracy. Po ostatnich wydarzeniach w Belgii, jej poglądy zmieniły się diametralnie. Okazuje się, że czytamy te same gazety i słuchamy tych samych publicystów. Łatwość w zmianach poglądów jest wprost proporcjonalna do zmienności nastrojów, a w tej dziedzinie panie nie mają sobie równych w całej przyrodzie ożywionej. Ucieszył mnie jednak fakt, że mogłem z kimś podzielić się spostrzeżeniami.

77Nawiasem mówiąc, dla jednych mam opinię katofaszysty, co bardzo mi pochlebia, a według drugich – tych bliższych Kościoła – liberała. Cóż, taka już moja dola. Czy jakoś to na mnie wpływa? Raczej nie, bo nie warto sobie zaprzątać głowy opinią ludzi, z wyjątkiem najbliższej rodziny i przyjaciół.

Wróćmy jednak do mojej rozmówczyni. Poruszona aktami terroru w Belgii, zastanawiała się nad losami Europy i naszego kraju. Jestem przekonany, że była autentycznie poruszona i w jej zachowaniu nie było nawet odrobiny przesady. Jednak gdy nasza rozmowa osiągnęła optymalny poziom zaangażowania obu stron, do pokoju nauczycielskiego wkroczyła dostojnym krokiem kolejna przedstawicielka ciała pedagogicznego. I nagle stało się coś niesamowitego, co zaskoczyło mnie i wybiło z rytmu. Moja rozmówczyni, ot tak, bez zająknięcia, z wcześniejszego tonu grozy i niepewności przeszła w tryb zachwytu nad torebką swojej koleżanki. Poprzedni temat, tak ważny jak bezpieczeństwo Europy i przyszłości Polski, musiał ustąpić pierwszeństwa torebce kupionej  w promocji.

Tego nie da się po męsku zrozumieć. Wielu dzielnych mężczyzn, zmarnowało swój naukowy potencjał i chciało to zjawisko racjonalnie wyjaśnić. Biedni i naiwni nieszczęśnicy. Są sprawy na ziemi, których pojąć się nie da i nie pomogą tu liczby, eksperymenty, technologia kosmiczna, a nawet ingerencja obcej cywilizacji. Trzeba z pokorą wobec tajemnicy wyznać, że panie tak mają i już.

Oczywiście to, że skapitulowałem przed nieznanym, nie oznacza, że nie próbuję pojąć znaczenia owego mechanizmu. Zastanawiam się, jaki cel miał Bóg w tym, że obdarzył kobiety ową zdolnością. Bo to, że jest to coś dobrego, nie mam wątpliwości. Żeby było jasne, nie ma we mnie zazdrości. Taka zdolność musi być bardzo męcząca. Myśleć o kilkudziesięciu sprawach jednocześnie i próbować zarejestrować każdy detal z otoczenia, to prawie nadludzki wysiłek.

Może ów dar, przydaje się szczególnie wtedy, gdy kobiety pochylają się z troską nad czyimś nieszczęściem… Weźmy takie pielęgniarki, które niejednokrotnie muszą nosić w sobie cierpienie i strach wielu ludzi. Z racji na zdolność wczuwania się w czyjąś sytuację, to właśnie panie są do takiej pracy szczególnie predysponowane. Jednak z racji na ilość tych trudnych doznań, Bóg dał im swoisty wentyl bezpieczeństwa, w postaci łatwości zmiany nastrojów i tematów rozmów czy przemyśleń. Dla mężczyzn myślących zadaniowo, to brak logiki lub rozchwianie emocjonalne. Mnie problem jakoś przytłacza i przekłada się na wszystkie dziedziny życia. Natomiast panie, mogą przeżywać swoje dramaty, ale potrafią natychmiast przestawić się na innych w zależności od rozwoju sytuacji.

Przyznaję, że jest to fascynujące. Nigdy nie wiem, czego się spodziewać po moich trzech kobietach, bo zmienność mają one wpisaną w geny. One z tym przychodzą na świat. Tego nie można się nauczyć.