Poliodpowiedzialności

25 marca 2017

DSC_9142Swego czasu jedna z wiodących stacji telewizyjnych raczyła nas programem, który polegał na tym, że do rodziny przyjeżdżała niania poskramiaczka i robiła porządek z dzieckiem, nad którym nie potrafili zapanować rodzice. Szkoda miejsca i czasu, by ocenić postawę ludzi, którzy zdeptali swoją prywatność i zaprosili kamery pod swój dach, by rejestrowały ich rodzicielską porażkę i niemoc. Natomiast sama pogromczyni nieletnich dobrze wykorzystała swój medialny czas i stała się kimś w rodzaju narodowego wychowawcy niesfornych maluchów. Nie ukrywam, że telewizja byłaby ostatnią instytucją, do której zwróciłbym się po pomoc, by poskromiła moje dziecko i nauczyła je szacunku do mnie. Owa chęć obnoszenia się z wszelkimi brudami to swoisty fenomen, wart pogłębionej analizy.

W życiu jest tak, że raz się człek unosi na falach, a raz zostaje przyciśnięty przez nie do dna i poobijany o rafę. Pewnego dnia media powiadomiły, że syn owej niani, wszedł (delikatnie mówiąc) w kolizję z prawem. Jeśli ktoś oczekuje, że wyśpiewam teraz hymn wdzięczności, że los ją surowo pokarał, jest w wielkim błędzie. Nie neguję posiadania przez nią zdolności pedagogicznych, choć nie pochwalam drogi, jaką obrała, by pomagać rodzicom. Jestem daleki od tego, by winić ją za grzechy syna. To on wybrał swoją drogę, przyjmując konsekwencje zmierzania w tym kierunku. Nie znam jej metod wychowawczych, ale przypuszczam, że nie uczyła syna, jak łamać prawo i wchodzić na drogę przestępstwa. Słyszałem wiele negatywnych opinii pod jej adresem w kontekście występku syna, ale czy ona tak go wychowała?… Nie chce mi się w to wierzyć.

Grzech i świętość nie podlegają dziedziczeniu. Przecież wielu świętych miało tzw. trudne dzieciństwo, a mimo to, budując na Bogu, osiągnęło chwałę nieba. Naturalnie kwestie środowiska, wychowania czy zgorszenia odgrywają wielką rolę, jednak nie zwalnia to z odpowiedzialności i nie determinuje naszego sposobu myślenia i postępowania. Ostatecznie ja podejmuję decyzję i to na mnie spada odpowiedzialność.

Moja praktyka katechetyczna pozwala mi powiedzieć, że sukcesy są sierotami, a porażki mają wielu ojców. Gdy podczas lekcji omawiamy konkretny grzech, często słyszę, że przecież wszyscy tak robią, że czasy się zmieniają. Ale kiedy uczeń zrobi coś dobrego, to narracja zmienia się z „poliodpowiedzialności” na „monoodpowiedzialność”: to ja się nauczyłem, zwyciężyłem, osiągnąłem sukces. Nie jest tak? Dobrze pamiętamy słowa z Księgi Rodzaju:

„Rzekł Bóg: «Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?» Mężczyzna odpowiedział: «Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem». Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: «Dlaczego to uczyniłaś?» Niewiasta odpowiedziała: «Wąż mnie zwiódł i zjadłam»” (Rdz 3, 11-13).

Wracając do naszej niani, z całego serca jej współczuję, gdyż sam będąc rodzicem, mogę sobie wyobrazić, co czuje matka, która włożyła serce w wysiłek wychowania swojego dziecka, a ono wybiera drogę nieprawości. W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będzie modlitwa za nią i jej syna, szczególnie za wstawiennictwem św. Moniki, która jako matka miała sporo problemów ze swoim synem Augustynem. Ona wiedziała, że człowiek nie zazna spokoju, jeśli nie odnajdzie Boga i z Nim się nie pojedna. Augustyn w końcu odnalazł drogę do Chrystusa i mógł z pełnym przekonaniem stwierdzić, że niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Panu (por. Wyznania I, 1).