Order pluszowego serca

25 września 2014

Wspomniałem kilka dni temu o odwadze. Jednak nigdy nie spodziewałbym się, że odwagę można kojarzyć z pluszakiem. Poprzedni weekend mieszkańcy bloku przy ul. Harcerskiej, zapamiętają na długo. Firma ocieplająca zawaliła sprawę i nie zabezpieczyła plac budowy, przez co zalało osiemnaście mieszkań i trzy klatki schodowe. Nie chcę już o tym pisać, bo obiecałem poprawę mojej żonie i córkom, że nie będę używał „brzydkich” słów. Mimo całej tej niezbyt sympatycznej sytuacji, która kosztowała nas sporo nerwów, postaram się by wpis ten, miał wydźwięk pozytywny. Sprawa jest rozwojowa, jak to ładnie określił jeden z pracowników Administracji i miał tu na myśli dalsze prace przy elewacji i na dachu naszego budynku. Biorąc pod uwagę kompetencje firmy wykonującej prace, można mieć słuszne obawy o losy naszego domu. Kilkanaście lat temu, po wielkiej i wyczerpującej batalii z Zakładem Budynków Miejskich, udało się wywalczyć remont dachu, co dało nam spokój, aż do tej pory. Obecnie trwają roboty, których celem jest ocieplenie budynku, ale nie wiadomo co im wyjdzie, bo wykonawca jak do tej pory sieje zniszczenie. Oby nie było tak, że zamiast ocieplenia, nie zafundowano nam krytego basenu. Jednak dziś nie o partactwie, ale o bohaterstwie.

MaskotkiJest ranek 20 września. Moja żona udaje się do pokoju dziewczynek, by zobaczyć czy śpią. Nagle czuje, że stopami chodzi nie po wykładzinie, ale po gąbce. Gdy spojrzała w dół ze zgrozą odkryła, że pokój jest w połowie zalany. Justynka („YOU4”) skwitowała to tekstem, że to nie jej robota, co przy całej grozie sytuacji wywołało uśmiech mojej żony i zminimalizowało szok, którego doznała. Tak jak powiedziałem wcześniej, przez te naście lat zapomnieliśmy, co to znaczy brodzić w wodzie we własnym mieszkaniu. Okazało się, że po nocnych deszczach, woda zalała nam pokój. Gdy pobiegłem ostrzec sąsiadkę z piętra poniżej, dowiedziałem się, że i innych lokatorów spotkał podobny los.

Początkowo nie zwróciłem uwagi na stertę nasiąkniętych wodą pluszaków. Dopiero po jakimś czasie, gdy przyszedł czas na chłodną i mokrą kalkulację, odkryłem, że ich rola w całej tej historii, powinna być odnotowana po wieki wieków. Wiadomo, że w pokojach dziecinnych znajduje się mnóstwo zabawek, w tym pluszaków. Rola tych ostatnich jest dość ograniczona. Te najważniejsze służą dziecku do spania i tulenia, a pozostałe, których rola zmalała lub zostały zastąpione przez nowsze modele (jakie to brutalne), są przerzucane z kąta w kąt. U nas wygląda to tak, że w ciągu dnia owa armia pluszaków leży na wersalce, a w nocy układane się w kącie po oknem. Z racji na dość ograniczoną ich rolę, wielokrotnie odgrażałem się, że albo oddamy je w inne ręce, albo zwyczajnie wywalimy je na śmietnik. Wśród różnych epitetów pod ich adresem, do najłagodniejszych należał „Kurzołapy”.

Dziś muszę zweryfikować moje postępowanie i stwierdzić, że to są bohaterowie naszego domu. Gdy woda zaczęła się wdzierać przez ściany, pierwszy jej impet wzięły na siebie pluszaki, które leżały pod oknem. Jeden po drugim wsiąkały w siebie wodę i dopiero gdy owa pluszowa zapora, nie była zdolna do przyjmowania większej ilości wody, zalało nam pokój. W rezultacie pod wodą znalazło się pół pokoju naszych córek. Z tego co widziałem u innych sąsiadów, można śmiało założyć, że woda wdarłaby się do innych pomieszczeń i straty byłyby o wiele większe. Podczas całego weekendu walki z wodą mamy straty w pokoju dzieci, kuchni i najprawdopodobniej łazience, ale aby się o tym przekonać będziemy musieli skuć kafelki i zrzucić podwieszany sufit. Jednak to, że pokój nie jest do kapitalnego remontu zawdzięczamy stercie pluszaków.

Zatem owe Kurzołapy nie bacząc na swoje delikatne wnętrze, uratowały pokój moich córek. Na pewno nigdy więcej nie pojawi się w mej głowie myśl, o pozbyciu się tego pluszowego towarzystwa. Nawet jeśli córki jako dorosłe rozpoczną samodzielne życie, te maskotki będą miały stałe zameldowanie w naszym domu. Chwała bohaterom!