Moc ukryta w schabie

17 sierpnia 2014

DSC_6463O modzie na zdrowy styl życia napisano bardzo dużo. To osobna branża, która napędzana jest lekiem przed śmiercią i chorobami. Oczywiście podzielam ten lęk, bo to raczej nic przyjemnego. Jednak żeby na owym lęku zarabiać, tego już nie pochwalam. Można wręcz mówić, że mamy nową religię, gdzie bóstwem stało się zdrowie. Nawet niektórzy duchowni idąc z duchem czasów, życzą innym na pierwszym miejscu już nie  łask Bożych, tylko zdrowia. Naturalnie podziwiam wielu ludzi, którzy biegają, skaczą jeżdżą na rowerze i ogólnie utrzymują swoje ciało w formie. Nie uważam jednak, by był to cel sam w sobie i jakoś nieufnie podchodzę do tych, którzy kondycję fizyczną podnoszą wyżej niż duchową.

Podczas wakacyjnego rodzinnego wypadu do Ustronia Morskiego, mieliśmy okazję słuchać wyznawców zdrowego stylu życia, którzy rozbili swój namiot tuż przy plaży. Byli to przedstawiciele firmy produkującej soki, zupy i sałatki, ale nazwy nie podam, by nie robić im reklamy. Młodzi i piękni przekonywali przez cały dzień, co jest zdrowe, co należy jeść i pić, by szczęśliwie żyć. Pod ich troskliwym namiotem, kupić można było wiele soczków (na co utyskiwali okoliczni sklepikarze), poćwiczyć na rowerku, popląsać w rytmie Zumby, w której trakcie pani stękała i krzyczała jak podczas… no wiecie sami. Znam świetną instruktorkę Zumby i wiem, że nie trzeba stękać i drzeć się na całą plażę, by praktykować owe ćwiczenia. Ale widocznie ta pani uprawiała inny rodzaj Zumby. Bodajże najciekawszą atrakcją oferowaną przez ową trupę piewców zdrowotności, była możliwość zbadania skóry. Przez cały czas przez głośniki leciała rytmiczna muzyczka, która skutecznie niwelowała stresujący szum morza.

Jako typowi przedstawiciele raczej niezdrowego stylu życia, staraliśmy się rozbijać parawany i inne sprzęty, nieco na uboczu, by narazić się na stresującą ciszę. Było nas całkiem sporo i tylko co jakiś czas, dolatywały do nas z wiatrem dźwięki z namiotu zdrowego stylu. Jednak w tym wszystkim, było coś dziwnego. Było to dziwne i straszne, bo pokazywało przemożną moc schabowego w narodzie. Otóż podczas przerwy obiadowej, ci zdrowi i pomarańczowi od picia soczku z marchwi młodzi ludzie, przychodzili do okolicznych jadłodajni, gdzie paląc jakąś zapewne zdrową wersję papierosów, zamawiali schabowego z frytkami lub inne zbrodnicze dania i popijali to w godzinach pracy piwkiem. I jakoś tak lżej się robiło na duszy, widząc jak inni upadają w niezdrowym stylu życia. Gdzieś chyba utraciliśmy umiar i jedni, podobnie jak ja zaniedbują się fizycznie, co jest oczywiście czymś złym, a inni w pogoni za „zdrowiem” przeginają w drugą stronę. A przecież już starożytni mówi o złotym środku.

Cóż mody się zmieniają, a schabowy nadal rządzi…