Dom pełen Boga

04 września 2018

Mimo, że niektóre portale katolickie informują, że katolików w Polsce jest 32 mln 910 tys. 865 wiernych, to jednak ciężko odnieść takie wrażenie na ulicach naszych miast. Wśród wielu priorytetów współczesnego społeczeństwa, Bóg został zepchnięty na odległe pozycje. Powodów takiego stanu rzeczy może być wiele lecz nie o tym ma być ten wpis.

Rezultatów nie trzeba daleko szukać. Na zdjęciu do wpisu widać dawny klasztor sióstr Elżbietanek w Szombierkach. Kiedyś siostry pełniły różne posługi w parafii jak opieka nad chorymi czy służba w zakrystii. Były znakiem przypominającym o innej, duchowej rzeczywistości. Niestety, z racji na brak powołań, musiały zamknąć dom i wystawić go na sprzedaż. Cóż, nie będę ukrywał, że ból ściska mnie w piesi, gdy mijam ten klasztor i widzę pomiętą planszę z napisem: „Na sprzedaż”. O zgrozo, wywieszono go na wysokości okien z dawnej kaplicy, w której siostry zanosiły prośby do Boga nie tylko w swoich intencjach, ale także parafian. Znak czasów… bez Boga.

Siedzę teraz w kawiarence klubu fitness i czekam na córkę. Wokół mnie przewija się tłum pięknych, dobrze zbudowanych ludzi, którzy gotowi są zapłacić wielkie pieniądze za zrzucenie kilku kilogramów, czy zobaczenie  u siebie sześciopaku i nie ma w tym nic złego. Smutne natomiast jest to, że większość z tych ludzi idąc na trening, nie zajdzie na chwilę darmowej adoracji do kościoła. Jednak nie jest całkiem beznadziejnie. Wciąż jest wielu ludzi, z którymi można spokojnie i bez skrępowania porozmawiać o Bogu i swoich duchowych trudnościach. Niedawno odwiedziłem wraz z żoną naszych przyjaciół. Nie ukrywają, że Ewangelia stanowi dla nich życiowy drogowskaz. Mało tego, oni nie tylko mówią o Chrystusie, ale co najważniejsze, także z Nim rozmawiają. I nagle przy kawie nas oświeciło. Chciałbym powiedzieć, że spłynęło na nas Boże natchnienie, ale byłoby to chyba pewne nadużycie.

Przed naszymi oczyma roztoczyła się piękna wizja. Oto w kilka rodzin kupujemy ów dawny klasztor i tworzymy wspólnotę rodzin, które na pierwszym miejscu stawiają Boga. Co najważniejsze, w centralnym miejscu tego domu jest kaplica, do której wszyscy domownicy mają swobodny dostęp przez całą dobę. Cóż, pomarzyć można. Na pewno naszych rodzin na to nie stać, ale może ktoś podchwyci ten pomysł i go zrealizuje.

Nie mam wpływu na przyszłość tego domu, ale nie wyobrażam sobie, by ktoś zrobił tam kolejną filię banku lub aptekę. Dopóki w oknach kaplicy widnieją krzyże, wierzę, że tam zostaną i znów zobaczę wieczorem światło przypominające, że ktoś czuwa na modlitwie. Wiara umiera z ostatnim człowiekiem, który się modlił, bo gdzie nie  modlitwy, nie ma i wiary.